Co by było, gdyby... lodowce miały się wkrótce stopić? Cała Ziemia momentalnie znalazłaby się pod wodą, a ludzkość uległaby natychmiastowemu unicestwieniu. Uch, lepiej nawet o tym nie myśleć... Chociaż, kto wie? Nauka idzie do przodu, a rozwinięta tehchnika umożliwia nam poskramianie coraz to większej ilości kataklizmów. Może kontynenty byłyby w stanie przyjąć na siebie ogromne ilości wody, a cywilizacja zdoła przetrwać ciężkie czasy, czekając na ponownie ujrzenie słońca... Po długo wyczekiwanym wypłynięciu na powierzchnię, utworzonoby osiem kontynentów "nowego świata", a ludzie znów mogliby żyć w naturalnych warunkach i środowisku...
"Tak, jasne..." - powiecie. No cóż, prawdą jest, że w obecnej sytuacji i z aktualnym poziomem techniki nie bylibyśmy stanie tego dokonać ani przewidzieć skutków... w PRAWDZIWYM świecie. Zanurzmy się więc (dosłownie!) w swiat "Daphne", anime, gdzie ludzkość była w stanie poradzić sobie z lodowcem właśnie w sposób opisany powyżej. Ale zostawmy już tę technikę, o której bez przerwy wspominam... przyjrzyjmy się zwykłym, szarym obywatelom. Ot, choćby tej tutaj...
Proszę państwa, widzicie tą młodą, uroczą dziewczynę z dwoma kitkami? Oto Maja Mizuki! Że co? Że niby nic specjalnego? Niby nie wyróżnia się z tłumu? No cóż, racja. Na pierwszy rzut oka nasza bohaterka wygląda jak masa innych nastolatek. Nie dajcie się jednak zwieść pozorom! Może i Maja wygląda na zwykłą, skromna dziewczynę. Ale ta dziewczyna doświadczyła w swoim życiu więcej tragicznych przeżyć niż niejeden dorosły. Pomimo, iż zdołała się oswoić ze strasznymi wydarzeniami przeszłości, los wciąż nie był dla niej łaskawy - została sierotą, później straciła swego ukochanego dziadka, a zamieszkiwany przez siebie dom musi opuścić w ciągu nabliższych 2 dni. Można się załamać... ale, ale! Nasza dzielna 15-latka nie poddaje się tak łatwo. Właśnie zdała egzaminy do Agencji Oceanicznej - potężnej organizacji, odpowiedzialnej za rozwój i utrzymanie porządku w "nowym świecie". Praca w tejże instytucji niesie wielkie korzyści naszej bohaterce - nie dość, że spełni swoje największe marzenie, ma ona zapewnione miejsce zamieszkania i pięniadze na utrzymanie. Wszystko wydaje się podążać w dobrym kierunku - Maja to wszakże bardzo zdolna i ambitna dziewczyna. Uzyskawszy najlepsze wyniki z egzaminu praktycznego spośród wszystkich kandydatów, nikt - nawet ona sama - nie wątpi w akceptację jej kandydatury do Akademii. Więc jakim cudem nie znalazła się na opublikowanej następnego dnia liście przyjętych?! Zrezygnowana i kompletnie zaskoczona Maja nagle uświadamia sobie, że nie ma żadnego planu awaryjnego. Pozostawiona bez mieszkania i środków do życia, postanawia znaleść jakąkolwiek pracę. Gdy długie poszukiwania nie przynoszą rezultatów, dziewczyna natrafia przypadkowo na organizację zwaną "Nereids", zajmującą się między innymi tropieniem złodziei, rozwiązywaniem zagadek kryminalnych i różnego rodzaju zleceniami (za które trzeba słono zapłacić - choć, jak się okazuje, nie zawsze) pod przywództem Reny Honjo. Splot wydarzeń sprawia, że Maja rozpoczyna pracę w tejże organizacji. W swojej obecnej sytuacji nie ma zresztą większego wyboru...
Tak po krótce wygląda fabuła tej 24-odcinkowej serii autorstwa Takashi Ikehata ("Genshiken"). W naszym nadwiślańskim kraju seria ukazuje się nakładem wydawnictwa "Anime Gate". Polskiemu wydaniu "Daphne" nie mam nic do zarzucenia - na jednej płycie, oprócz 6 odcinków anime, przygotowano takie materiały dodatkowe jak opisy bohaterów, krótkie omówienie tytułu serii, zwiastuny innych filmów oraz czysty ending i opening. Nie doszukałam się w tych 6 odcinkach wielu literówek, pamiętam jedynie pomyłkę w postaci "na prawdę" lub "napewno" - niestety nie przypominam sobie już, który to był odcinek. Cena także jest przystępna. Dla wielu starych wyjadaczy plusem będzie zapewne lektorka - nie kto inny, jak Danuta Stachyra, znana z kultowej "Czarodziejki z księżyca". Miło znów usłyszeć głos, który lata temu wykrzykiwał "Potęgo księżyca, działaj!", jednak osobiście wolę wersję z napisami. Dodam jeszcze, że w pudełku znajdziecie również karty kolekcjonerskie z głównymi postaciami serii. Anime nie jest zbyt stare, ma dopiero 4 lata, i nie wyróżnia się specjalnie spośród innych produkcji tego typu. Mimo to, myślę że warto się z nim zapoznać, chociażby ze względu na dość ciekawą fabułę i wizję Ziemi na nowo powracającej do życia po katakliźmie. Ale przejdźmy do konkretów...
Z muzyką w "Daphne" jest bardzo różnie - w niektórych momentach doskonale oddaje klimat sceny, np. dynamiczne brzmienia podczas pościgów, czy przejście ze spokojniejszej melodii w szybszą podczas pierwszej sceny - egzaminu Maji. W większośći jednak tło nie zwraca specjalnie uwagi, żaden utwór nie wyróżnia się spośród innych. Opening pasuje do klimatu anime, jednak także nie zapada w pamięć - ot, zwykły popowy kawałek jakich wiele. Ending to zaś wolny, ładnie zaśpiewany utwór, zupełnie różniący się od piosenki wstępnej. Bardzo podobają mi się takie zabiegi: dynamiczne wprowadzenie do odcinka, po czym spokojne zakończenie. Do "Daphne" pasuje to idealnie, ponieważ sama seria łączy dużą ilość akcji, pościgów i walk z intrygującymi tajemnicami i zagadkami.
Jeśli chodzi o postacie, wszystkie mają skrajnie odmienne charaktery i na pewno każdy znajdzie swego ulubieńca (a właściwię ulubienicę, bo seria - przynajmniej początkowe odcinki - nie serwuje nam (niestety...) pięknych bishonenów). Jak się okazuje, z pozoru wysoko ceniące się pracowniczki "Nereids" nie są tylko silnymi babsztylami o kamiennych sercach, lecących wyłącznie na kasę (cóż... przynajmniej nie wszystkie - Gloria wyjątkiem) i potrafią okazać współczucie biedniejszym ludziom w potrzebie. Jedyne co bardzo przeszkadzało mi w oglądaniu anime to... "robocze" stroje bohaterek. Pod tym względem seria adresowana jest zdecydowanie dla panów. Nawet nie nazwałabym tego ubraniem - to tylko kawałki tkanin zasłaniające to, co trzeba zasłonić, by serial mogła oglądać młodzież. Pytanie jakie mi się nasunęło podczas "podziwiania" tej wymyślnej odzieży to : "Po co?!" w tym wypadku naprawdę nie trzeba było tak skromnie ubierać bohaterek - i tak bardziej liczą sie bitwy czy wyścigi, czyli akcja (ja się z kolei zastanawiałem, w jaki sposób "ubranka" utrzymują się na nich - shinji). O ile dla męskiej części widowni bedzie to jak przypuszczam plus serii, o tyle płeć przeciwna uzna to pewnie za niepotrzebny wymysł twórców.
Kreska jest dopracowana i dokładna, a tła naprawdę cieszą oko. Kamczatka, czyli główne miasto serii, gdzie rozgrywają się perypetie naszych bohaterów, to nowoczesna metropolia, która oglądana "od środka" wygląda jak zwyczajne miasto, czasem bogate i kolorowe, momentami biedne i szare. Jednak, patrząc z innych perspektyw, tła mają kolor błękitny i wszelkie odcienie niebieskiego, co sprawia wrażenie, że całe miasto wygląda jak odbite w tafli oceanu (przyjrzyjcie się krótkiej scenie na początku pierwszego odcinka, gdy Maja już wypływa na powierzchnię wody). Nie zabraknie także naturalnej zieleni i roślin. Tak wygląda świat "Daphne" - zderzenie pięknego, naturalnego środowiska z wytworem ludzkiej ręki.
Wszystko ładnie, pięknie, ale... jaka właściwie ta "Daphne" jest? Smutna? Śmieszna? Przygnębiająca? Zmuszająca do myślenia? Myślę, ze nietrudno zgadnąć, czego możemy się po niej spodziewać. Seria obfituje w komediowe gagi, czasem rozbrajające, czasem mniej śmieszne, czasem swieże, czasem stare i przereklamowane. W większości jednak są one zabawne i na pewno nie można się przy "Daphne" nudzić. Poza tym, to idealna pozycja dla miłośników zagadek - bo jak to mozliwe, że główna bohaterka z tak świetnymi wynikami nie dostała się do Agencji Oceanicznej? Czego doświadczyła w przeszłości? I kim jest ten śledzący ją szarowłosy mężczyzna? Kazdy kolejny odcinek przynosi jeszcze więcej niedomówień, ale zarazem zbliża nas do odpowiedzi na te i inne pytania. Nie pozostaje mi nic innego, jak polecić wam "Daphne" i życzyc miłej zabawy w rozwiązywaniu tajemnic rządzących jej światem...
Dziękujemy Anime-Gate za udostępnienie materiałów do recenzji
Ula-chan



|
|