|
Higurashi no Naku Koro ni
(When The Cicades Cry)
Uwaga! Anime przeznaczone dla osób powyżej 18 roku życia! Tekst zawiera fragmenty mogące wpłynąć na subiektywny odbiór danej pozycji (spoiler)
"Apokalipsowego nosim w sobie zwierza..." pisał niegdyś Słowacki...
Cykl naszej ludzkości jest bardzo prosty: rodzimy się i umieramy każdego dnia. Nasza świeczka życia również wypala się z minuty na minutę coraz bardziej, a mimo to wciąż nie poddajemy się, nawet gdy ktoś/coś życzy nam inaczej...
Zapewne każdy z Was choć raz w życiu miał wrażenie, że walczy z niewidzialną ręką sterującą naszym bytem. Nie musi to być od razu ręka Boga, czy ślepego losu, ale czyjaś tajemnicza wola...
Dziś chciałbym zaprezentować za pomocą litery anime, które zawładnęło mną na kilka długich miesięcy, a i dziś przyprawia mnie o dreszcze zawsze, gdy tylko o nim pomyślę. Inaczej nie umiem wytłumaczyć emocji, jakie wywołuje ten tytuł. Strzeżcie się! Po szybkim zaprzyjaźnieniu się z głównym bohaterem i urokliwą okolicą miasteczka Himizawy, niepostrzeżenie zostajemy wciągnięci do gry, w której okrutne zasady odbierają nam zmysły i wiarę w drugiego człowieka.
Życie to gra...
Początek Higurashi no Naku Koro ni sięga amatorskiej małej wytwórni "07 Expansion", która po wydaniu gry typu visula novel, w krótkim czasie zyskała masowy rozgłos. Niedługo po tym na fali sukcesu wypuszczono pierwszy tom mangi, a miesiąc później anime o tym samym tytule.
Cisza przed burzą...?
Mieścina o nazwie Himizawa to obecnie już tylko relikt z przeszłości, wspomnienie starszych ludzi i naszych rodziców spędzających w takich miejscach całe wakacje. Ta, jak i wiele podobnych w obecnym świecie rozszerzającej się globalizacji i wielkiego pośpiechu umiera, zabierając ze sobą wielowiekowe legendy, tradycje i bardzo potrzebny nam spokój.
Akcja anime rozgrywa się w roku 1982, czyli tuż przed epoką wielkiej komputeryzacji. Do niezmąconej jeszcze nadmiarem nowoczesności miejscowości przybywa Keiichi Maebara wraz z rodziną. Chłopak szybko odkrywa uroki okolicy, gdzie czas płynie znacznie wolniej, zgodnie z cyklami panującymi w naturze, jakby na przekór krzykliwej, zurbanizowanej Japonii. Również szybko poznaje i nawiązuje kontakt z grupką dziewczyn, tworząc, mimo sporych różnic charakteru i wieku, nierozerwalną paczkę. Można powiedzieć, że Keiichi trafił do raju na ziemi. Tu chciałbym dodać od siebie, że w żadnym wypadku autorzy nie próbowali stworzyć popularnego haremu czy scen damsko-męskich z podtekstami, dzięki czemu całość nabiera wyższego, niekomercyjnego znaczenia.
Poza tym, że Himizawa jest na pozór oazą spokoju i harmonii pomiędzy człowiekiem a naturą, obfituje w śladowe ilości pierwiastka ludzkiego. Dlatego w okolicy znajduje się jedna szkoła z jedną klasą, do której uczęszczają, niezależnie od wieku, wszystkie dzieci. Mimo tych, niewyobrażalnych dziś, warunków, wszyscy żyją jak w jednej dużej rodzinie, wspólnie bawiąc się, wspierając w nauce i problemach.
Klątwa...!
Sielankowe i beztroskie do tej pory życie głównego bohatera stopniowo zaczyna przeradzać się w spektakl pełen tajemnic i niewyjaśnionych zagadek. Odkrywa rzeczy, o których nie powinien wiedzieć, a zmowa milczenia okolicznych mieszkańców jeszcze bardziej go pochłania i popycha ku nieznanemu, pasjonującemu uczuciu lęku i podniecenia. Dowiaduje się, iż początek serii dziwnych i tragicznych zabójstw i zniknięć zapoczątkowali sami mieszkańcy Himizawy, poprzez zlinczowanie i poćwiartowanie osoby odpowiedzialnej za budowę tamy. Nie bez znaczenia jest, że owe morderstwo wiąże się z festiwalem Watanagashi, odprawianym co roku ku czci surowego boga Oyashiro.
Od tego czasu każdego roku podczas tego święta dochodzi do niewyjaśnionych, makabrycznych zdarzeń.
"Klątwa" wioski, jak nienasycony demon, dalej zbiera krwawe żniwa, wydostając się spod kontroli...
Seria w początkowej fazie zapowiada się na zagmatwany kryminał, który będzie ciągnąć się przez 26 odcinków. Lecz jakże wielce zaskoczony byłem, kiedy już w czwartym nastąpił nieoczekiwany zwrot akcji kończący całą historię. Z niedowierzaniem przyjąłem wiadomość o śmierci młodego bohatera. Z niepokojem sięgnąłem po następny odcinek, a tam... historia znów zaczyna się tak samo. Ale tym razem zostaje opowiedziana z innej perspektywy i z nowym finałem. Mimo zmienionego scenariusza poznajemy odpowiedź na niektóre pytania, ale za to pojawia się kilka nowych zagadek.
I znów podobna historia, ale ze zmienionymi realiami i faktami. Za każdym razem przybywają nowe osoby wciągnięte do napędzającej się spirali pytań i odpowiedzi, będących zarazem kluczem do dalszego poziomu wtajemniczenia.
Jak układanka z rozsypanych puzzli prawda łączy wspólne i najważniejsze elementy, takie jak budowa tamy, postacie, coroczny festiwal, czy nieszczęsne ofiary. Jednakże nigdy nie wyjaśnia wszystkiego do końca, a niektóre fakty musimy przyjąć umownie.
W połowie serii jeszcze bardziej cofniemy się w czasie. Zostaniemy wówczas wciągnięci do kryminalno-politycznej karuzeli, która doskonale uzupełni nam braki wiadomości na temat rodzin panujących w okolicach Himizawy i o dramatycznych posunięciach w celu uratowania jej od zalania. Aspekt ten z jednej strony sprowadzi niedorzeczne i tajemnicze wydarzenia do rangi namacalnych, a z drugiej podkreśli, że nie wszystko ma podstawy, na które może odpowiedzieć zdrowa logika. W taki o to sposób cała historia opowiedziana z różnych punktów widzenia zatoczy koło i sprowadzi nas niemalże do początku. Teraz bogatsi o ważne informacje i niezbędne klucze wkraczamy do decydującej rozgrywki.
Na początku autorzy bawią się widzem. Pokazują mu słodką scenografię, uśmiechniętych, szczęśliwych ludzi o wielkich oczkach, aby po chwili zamienić wszystko w koszmar ociekający krwią i czystym sadyzmem. W następnej części znów mamy spokojny obraz kończący się niezwykle okrutną, zmuszającą nawet takiego twardziela jak ja do zamknięcia oczu rzeźnią. Po takich doświadczeniach nie dajemy się więcej nabrać. Od tego momentu automatycznie będziemy oczekiwać najgorszego. Wpadniemy powoli w rutynę, a może lekką paranoję?! Stan niepokoju już do końca będzie naszym wiernym towarzyszem.
Życie to gra...c.d.
Pamiętać jednak trzeba, że tytuł ten jest ekranizacją całej serii gier. Ma to szczególne znaczenie, gdy oczekujemy po czterech rozdziałach "Pytania" czterech "Odpowiedzi". W rzeczywistości otrzymujemy tylko dwie, które nie są w stanie wszystkiego klarownie objaśnić. Niedopowiedziane wątki zapewne zostaną dokończone w drugiej ekranizacji, którą już można oglądać. . Istnieje też promyk nadziei, że wchodzący w 2008 roku do kin pełnometrażowy film z żywymi bohaterami (live-action) odda choć w części atmosferę animowanego pierwowzoru.
Tak czy owak, mętlik i niedosyt, jaki pozostaje po 26 odcinku zmusza odbiorcę do snucia własnych przemyśleń nad biegiem dalszych wydarzeń. Zabieg dla jednych czysto komercyjny, dla drugich apogeum sztuki animacji umożliwiający jego rozwój już poza studiem.
Na atrakcyjność tej pozycji nie składa się, wbrew wszelkim pozorom, brutalność i pomysłowość w zadawaniu bólu fizycznego, jak np.: wyrywanie żywcem paznokci, albo wbijanie sobie do głowy noża. Moc ta tkwi przede wszystkim w doskonałym połączeniu takich gatunków jak szkolne życie, kryminał, horror psychologiczny i siły nadprzyrodzone. Przyznać muszę, że na tle całego anime nie wiele jest scen rodem z filmów gore, ale jeśli są, to w wyraźny sposób kontrastują z delikatnością kruchych ciał postaci, dając efekt zatrważający krew w żyłach. Innym przejawem sporego nowatorstwa i talentu autorów, jest w szczególności wewnętrzna inteligencja bohaterów. Ich kostium psychologiczny nie jest sztywny, rozwija się adekwatnie do postępującej fabuły. Postacie ewoluują, dopasowują się do rozgrywającej się akcji i otoczenia, a do tego często nas zaskakują. Wynika to stąd, iż nie są nieczułymi na bodźce zewnętrzne kukłami, lecz jak my postępują pod wpływem silnych wrażeń - instynktownie.
Szept kreską rysowany...
Bardzo cenię sobie tę serię nie tylko za skrajne emocje nieopuszczające mnie od pierwszej do ostatniej klatki, ale również za otoczenie przesiąknięte ciepłem zachodzącego słońca i żywymi dźwiękami natury. Ale to głównie dzięki kontrastowi i niebanalnie dopasowanemu podkładowi muzycznemu narodził się jeden z najoryginalniejszych openingów jaki kiedykolwiek widziałem. Spleciony w jeden majstersztyk - nieodgadniony żywioł mistycyzmu, duchowości z mroczną energią wieńczy całość nadając mu niezwykłej wyrazistości. Ending, czyli utwór kończący, nie jest już tak porywający, jednakże wyczuć można w nim głębszy przekaz i staranność wykonania. Nic dziwnego, gdy pod uwagę weźmiemy nazwisko odpowiedzialne za część muzyczną, a jest nim pan Kenji Kawai. W jego CV przeczytamy m.in. o współpracy przy takich dziełach jak; "Fate/Stay Night", czy "Ghost in the Shell".
Do pełni uznania zabrakło tylko dobrze zaprojektowanej grafiki. Niestety największą bolączką Higurashi jest słabsze przywiązanie do detali i surowość wykonania. Gdy jeszcze w pierwszych odcinkach urzekające pastelowe kolory i niesamowite panoramiczne ujęcia zachodu słońca z dołączonymi odgłosami głośnych cykad poruszą każdego, tak w dalszych epizodach zabraknie tej magii, ale... cykad nigdy!
Warto zauważyć, że efekt końcowy wzbogaca ciekawa kompilacja światła i cienia.
Rzadko zdarza się, aby w świadku japońskiej animacji wygląd wewnętrzny postaci był lepiej dopracowany od zewnętrznego. Bohaterowie o niesymetrycznej budowie, odróżniający się od siebie zaledwie kolorem włosów sprawiają wrażenie bardzo delikatnych, jednakże w obliczu furii pokazują, że drzemie w nich ogromna siła witalna.
Koniec jednego, początkiem drugiego...
Drogi miłośniku anime, uprzedzam Cię, że sięgając pochopnie po Higurashi no Naku Koro ni, możesz nabawić się ostrej traumy i zniesmaczenia. Świat ujęty w ramach animacji, w tym przypadku bardzo brutalnej i psychologicznej, nie jest przeznaczony dla osób o słabych nerwach i dużej wrażliwości. Dowodem potwierdzającym wcześniejsze zdania jest dostępność tego anime wyłącznie dla osób powyżej osiemnastego roku życia, co do tej pory cechowało prawie wyłącznie kino erotyczne.
Mimo wymienionych przeciwwskazań, polecam każdemu kustoszowi dobrego, stającego na wysokim poziomie anime. Zachęcam do spróbowania tej niebanalnej pozycji, którą odważę nazwać się już klasykiem gatunku!
autor: koni
korekta: atram
|